sobota, 31 października 2015

[R] O takich dwóch, co połączyli swoje grzechy - "11 grzechów głównych"

Horror Masakra 2015
Antologia „11 grzechów głównych” to zbiór opowiadań wydanych przez Horror Masakrę i kierowany do pełnoletnich czytelników, którzy lubią przekraczać granice bólu, okrucieństwa, strachu czy perwersji. Antologia ukazała się, podobnie jak „4 Echa Grozy” w ramach kampanii Horror w walce z chorobą. Część zysków ze sprzedaży została przeznaczona na pomoc dla Andrzejka Janoszka walczącego z białaczką.

Opracowania graficznego antologii dokonał Kornel Kwieciński. Okładka od razu przyciągnęła moją uwagę i przypomniała jedno z wydań „Historii pana B.” C. Barkera (Prószyński i S-ka 2008). Gdy tylko dostałam do ręki "11 grzechów głównych" zaskoczyło mnie wydanie: tym razem nie zeszytowe, ale starannie złożone i zgrzane. Horror Masakra powoli, ale konsekwentnie rozwija swoje wydawnicze skrzydła. Zapewne interesuje was czym zaowocowała współpraca dwóch najbardziej ekstremalnych polskich pisarzy horrorów?

Podchodząc do „11 grzechów głównych” miałam nadzieje na coś, co uwielbiam najbardziej, czyli kontrowersyjne, unikatowe i ekstremalne opowiadania. Po przeczytaniu nie mogę jednak powiedzieć, że jestem w pełni zadowolona. Ewidentnie najlepsze dwa opowiadania to „Cipkoroślinka” Siwca i „Kokon” Czarnego. Dla nich warto zaopatrzyć się w zbiór. W przypadku „Cipkoroślinki” myślę, że tytuł mówi sam za siebie. Opowiadanie jest sprawnie napisane, intrygujące i kończy się dosadnym morałem. Myślę, że roślinka Siwca, to okaz kolekcjonerski szczególnie dla wielbicieli Mastertona. Z kolei „Kokon” to wytrawne ekstremum w wykonaniu Tomasza Czarnego. Bohater tego opowiadania, jakby to delikatnie ująć, jest oblepiony pajęczyną z nasienia. Opowiadanie jest krótkie i mgliście przedstawia potworną sytuację w jakiej znalazł się główny bohater. To jednak wystarczy, by pobudzić łaknącą dziwności oraz perwersji wyobraźnię. Całość bazuje na sensualnych obrzydliwościach i skojarzeniach – really good shit.

Oprócz tych dwóch historii spodobała mi się również „Skóra” oraz „Jelito” Tomasza Siwca. W pierwszym opowiadaniu autor zbudował dramatyczny i nihilistyczny nastrój: mieszankę cierpienia, miłości, bólu oraz desperacji.  Mimo to, opowiadanie nie przebiło wrażenia, jakie pozostało we mnie po przeczytaniu  „Potworów nie obsługujemy” (antologia „4 echa grozy”). „Jelito”  uznaję za próbę odpowiedzi na odwieczne pytania jakie stawia horror. Jak daleko można się posunąć szukając rozkoszy i spełnienia? Czy istnieją granice eksploracji ludzkiego ciała? Siwiec zawsze zaskakuje mnie ciekawymi pomysłami w dobrym horrorowym stylu, tym razem jego pomysł głęboko utkwił mi w pamięci. Wspomnę również w superlatywach o tekście Czarnego „Zniewolenie”, bo historia ta ma duży potencjał, kusi psychodelicznym klimatem, ale stanowczo jest zbyt krótka, jak na tak ciekawy pomysł.  Wolałabym, aby autor trochę dłużej pobawił się stworzonym przez siebie koszmarem. Czekam na lepszą i zdecydowanie dłuższą wersję tej historii. 

Niestety, pozostałe opowiadania nie zaspokoiły moich oczekiwań na ekstremum, albo okazały się fabularnie niedopracowane, albo zbyt przewidywalne. Siwiec zamieścił w zbiorze tekst, który został odrzucony podczas naboru do antologii „Zombiefilia”. Autor twierdzi, że stało się tak niesłusznie. Cóż, nie jestem zwolenniczką pierwszoosobowych relacji o zombie. Cała groza zombie kryje się w obcości, jaką reprezentują. Nie chce im współczuć, nie chce dowiadywać się co "myślą", to dla mnie bez sensu. Przykro mi również, ale po „By, przetrwać” pozostaje niesmaczny posmak. „Burek” okazał się zbyt przewidywalny, a w „Pasku”  autor stał się zbyt ckliwy zapominając o konkretnej dawce ekstremalnych scen, wyszło nijako. 

Czarny również, wbrew moim perwersyjnym oczekiwaniom, nie zaprezentował esencji swoich wypaczonych możliwości. „Bóstwo mniejsze” jest słabe, takich opowiadań mamy już na pęczki i po dziurki w nosie. „Zjadaczy lotosu” nie powstydziłby się kanał Tele5, gdyby ktoś to zekranizował. No, ale filmu nie ma, jest tylko opowiadanie, któremu naprawdę dużo brakuje do bycia tak złym, że aż dobrym. "Chęć życia” to kolejny tekst z potencjałem, bo gdy w horrorze spotykają się dwie kobiety, wiadomo o co będzie chodzić: Judyta i Sandra chcą się zabawić. Świetnie, kibicuję takim akcjom, ale w opowiadaniu Czarnego robią to tak nieporadnie, że jakoś niespecjalnie mnie to ruszyło. Jest tu wszystko, co powinno być: przemoc, seks, potwory, przemiany i inne takie tam, brak jednak idealnej kompozycji i przez to historia zgrzyta między zębami zamiast cieszyć aksamitną gładkością.

Z „11 grzechów głównych”  polecam więc „Kokon” Tomasza Czarnego i „Cipkoroślinkę”  Tomasza Siwca. To jednak trochę mało, jak na taką ilość tekstów. Przyznam się, że sięgając po antologię miałam nadzieję, że przeżyję oszałamiającą dawkę ekstremalnego horroru, a takiego tu jak na lekarstwo. Czuję się więc pod tym względem niezaspokojona, a jak wiadomo niezaspokojenie zawsze budzi w kobiecie gniew. Siwiec i Czarny mieli pisać o grzechach głównych, a sami trochę literacko pogrzeszyli. Cóż, zdarza się, w końcu człowiek już dawno odkrył, że nie da się nie grzeszyć. Mam wrażenie, że "11 grzechów głównych" może nie sprostać oczekiwaniom fanów wytrawnego horroru ekstremalnego. Siwiec i Czarny nie raz pokazali swoimi tekstami, że potrafią zaszokować i powalić pomysłowością, sponiewierać i w brutalny sposób wystawić na niechciane wyobrażenia. Po to właśnie się ich czyta, a tu tego wszystkiego zabrakło. Nie jest to jednak zbiór dla zwykłego zjadacza grozy, bo zawiera dużo pokręconego materiału, który może zgwałcić nieprzygotowaną na to wyobraźnię. Wiem, że jednych to zachęci, ale czuję się zobowiązana innych ostrzec. Muszę się też uderzyć w pierś, bo mam wrażenie, że oceniając horror ekstremalny, jestem ekstremalnie wybredna. Problem jednak w tym, że im więcej danej treści się chłonie, tym bardziej zaczyna się w niej smakować i już nie tak łatwo sprawić, by neurony w mózgu zadrżały w literackiej ekstazie krwi. 

„11 grzechów głównych” nie jest do końca udaną antologią, jednak nie żałuję, że ją przeczytałam. Jeśli szuka się prawdziwego rarytasu, trzeba nieustannie próbować nowych smaków. 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz