Nadszedł czas świeżego powiewu, ale nie w stylu samochodowej choinki, tylko prawdziwych
iglastych lasów, wilgotnych od rosy, gdzie powietrze przesiąknięte jest
tajemnicą, w ich głębinach czai się zło….
Łukasz Hanel był tym, czego szukałam, choć od dawna bałam się po niego sięgnąć. Przyznam się, że prowodyrem lektury była Alicya Oss, która odważnie sięgnęła po książkę (choć chyba potem żałowała dalszego zgłębiania tematu).
Pierwsze
strony powieści nie zachęcają do czytania, sprawiają raczej wrażanie, że
kupiliśmy jakieś tanie czytadło. Dzieciaki, las, nawiedzony pałacyk,
wywoływanie duchów. „On” to jednak książka, przy której trzeba zwolnić i
wsłuchać się w szum wiatru. Przypomnieć sobie lata dzieciństwa i wakacyjnych
wypraw na wieś. Sytuacja poprawia się po kilku stronach, gdy autor wprowadza
głównego bohatera. Tomasz Dąbrowski, przez
większość książki, jest narratorem opowieści. Mamy kilka fragmentów z narracją trzecioosobową, ale ogólnie wiemy i widzimy to, co Tomasz. Jego narracja zdradza filozoficzne
ciągoty autora powieści J Tomasz zawsze bowiem rozważa wszystkie opcje, snuje scenariusze,
nawet te najmniej prawdopodobne. Zdaje siebie sprawę, że decyzje, które
podejmuje, mają dalekosiężne skutki. Wybór „albo, albo” jest podstawową
kategorią filozoficzną. Tomasz nigdy nie pozostaje bierny czy obojętny.
Działanie niesie za sobą ryzyko, ale tam gdzie ryzyko, jest też zysk. Jako na
młodego biznesmena jest niezwykle wrażliwy i delikatny. Ma wielkie plany i
jeszcze większe marzenia. Osiągnął w życiu spory sukces, gdyż jako właścicielowi
kilku zakładów optycznych, niczego mu nie brakuje. Szuka jednak innej drogi,
której mógłby się poświęcić. Mamy takie czasy, że nie należy zamykać się w
klitce własnej branży. Tomasz jadąc z wizytą do kolegi ze studiów, podwozi
tajemniczą autostopowiczkę. Wydarzenia tej nocy doprowadzają go do opuszczonego
pałacyku. Fascynacja budynkiem, pobudza w nim jakieś romantyczne drżenie i
dodaje rozmachu działaniom. Postanawia zakupić pałacyk, odremontować go by ten
stał się drogą restauracją z hotelem: „Perspektywa
posiadania własnej >rezydencji< w środku sporego, bądź co bądź, lasu tak
mną zawładnęła, że postanowiłem nie dzielić się nim z nikim innym. Myśl, że to
miejsce mogło należeć tylko do mnie, sprawiła mi niemal fizyczną przyjemność. Z
tego powodu podjąłem bardzo ryzykowną decyzję.” /s 69/. Jeśli jednak powinie mu się noga, straci wszystko.

