Pojawienie się Bonda zawsze zwiastuje, że ktoś umrze, w końcu zawsze ktoś umiera. Po śmierci Iana Fleminga, Bond jako postać literacka stał
się wyzwaniem. Kilku autorów próbowało swoich sił: Sebastian Faulks, Jeffery
Deaver, William Boyd. W 2013 roku spadkobiercy Iana Fleminga zwrócili się do Anthony’ego
Horowitza, alby kontynuował spuściznę po pisarzu. Horowitz wahał się, bo oprócz
zaszczytu i odpowiedzialności takie zadanie wymaga ogromnego talentu. Nie chodzi bowiem tylko o to, by dokonać
pastiszu, ale uchwycić charakterystyczną . Mam jednak przed
sobą powieść „Cyngiel śmierci”, co oznacza, że Horowitz podjął się wyzwania. Do napisania tej przygody pisarz Bonda sięgnął naprawdę głęboko, aż do pewnej zapomnianej historii. Fabuła „Cyngla śmierci” bazuje na scenariusza serialu, który miał powstać
w Ameryce. Jedno z opowiadań nosiło tytuł „Śmierć
na kołach”. Horowitz nie jest jedynym
pisarzem, który po Flemingu pisał o Bondzie, jednak jako jedynemu udało mu się jednocześnie wskrzesić i odświeżyć agenta 007. Horowitz zawarł w
swojej powieści 400 500 słów oryginału Fleminga, reszta stanowi doskonałe
rozwinięcie uniwersum Bonda o kolejną zapierającą dech w piersiach przygodę. Jestem bezgraniczną wielbicielką
Bonda, który tuż obok Batmana jest jednym z moich ulubionych superbohaterów. Czytanie i
słuchanie „Cyngla śmierci” stanowiło dla mnie czystą przyjemność. Myślę, że większą miał tylko sam pisarz, któremu zazdroszczę, że
poznał przygodę Bonda jako pierwszy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Superbohaterzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Superbohaterzy. Pokaż wszystkie posty
piątek, 26 lutego 2016
wtorek, 12 stycznia 2016
Przybył "Człowiek ze światła"!
Naprawdę długo czekałam, ale w miłości rozłąka sprzyja uczuciu. Otwieram paczkę z wyraźnym podnieceniem i odrobiną niepokoju. Czy
dobrze wyglądam? Pytam sama siebie, bo w końcu w środku czeka Bler, a przy
superbohaterach trzeba być jakoś ogarniętą. Poprawiam fryzurę. Lidia nie
jest już konkurencją. Stała się niedoścignionym wzorem.
Nieważne, że przeczytałam „Człowieka
ze światła” już kilka razy w
formie elektronicznej. Pewne sprawy trzeba robić
klasycznie. Druk to coś zupełnie innego. W końcu zawsze lepiej pomacać, niż
tylko popatrzeć. Ale ci co nie mogą pomacać, niech choć popatrzą…
Subskrybuj:
Posty (Atom)

