Dobra powieść grozy
zaczyna się zawsze tak samo: tajemniczym zgonem, który ma wpływ na życie głównego
bohatera. W tym przypadku jest to Marcin, którego rodzice właśnie odziedziczyli dużą
posiadłość oraz winnice połączoną z siecią sklepów w całej Polsce. Dziwny zgon
wuja postawił Marcina na nowej drodze życia, a właściwie w starym domu ze skrzypiącą
podłogą. Rodzice Marcina muszą
wyjechać na weekend i chłopakowi nie
uśmiecha się zostać w tak ogromnej posiadłości samemu. Postanawia więc urządzić
imprezę ze znajomymi. Piątkowy wieczór to idealny czas na spotkanie. Tym bardziej, jeśli ma się do dyspozycji wolną chatę. Co z tego, że jest pośrodku lasu, na kompletnym odludziu, a długie pogrążone w mroku korytarze i przytłaczająca ilość
pomieszczeń sprawiają, że łatwo popuścić wodze fantazji. Na ratunek strachliwemu Marcinowi przybywa Adam ze swoją dziewczyną Majką oraz Tymek, który przyprowadza tajemniczą nieznajomą o imieniu Nadia. Są więc piękne dziewczyny, zielsko i wódka.
Nie ma co, szykuje się niezła zabawa. Jest tylko jedna zasada: nie wchodzimy do
biblioteki, proste prawda? Nie mija jednak kilka godzin, gdy w domu
zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Czyżby ktoś wszedł jednak do biblioteki? No to kiepsko. Nieświadomi niczego bohaterowie zostaną
wystawieni na działanie potężnych sił, które podstępnie zacierają granice
miedzy rzeczywistością, a iluzją...
