Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia minionych dni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia minionych dni. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 stycznia 2014

Liryczno-apokalipytczne wspomnienia minionych dni


Rok temu miał nastąpić koniec świata. Nie nastąpił, choć miał być spektakularny. Zapowiadało się ciekawie i liczyłam na coś pomiędzy płonącą i trawiącą wszystko Apokalipsą, poprzez duchowe przeistoczenie się w dniach ciemności, aż po lodową zagładę. Cóż, rozczarowanie, nie można mieć aż tylu atrakcji na raz. Co więc zrobić z życiem jeśli planowało się koniec świata?

Chyba pozostaje żyć. Ale od nowa, tworząc zupełnie inną jakość. Nie składać wszystkiego z rozsypanych kawałków, tylko zostawić za sobą zimny popiół i gdzieś indziej zacząć budować dom od dymu z komina. W końcu Feniks powstaje z popiołów po to, by odfrunąć.

Grecy wierzyli w cykliczność czasu i życia, więc po każdym końcu świata następował początek nowego. Coś o tym wiem. Widziałam jak mój Montreal rozpada się na kawałki, malutkie niczym płatki śniegu, ale to tak naprawdę był popiół, który po chwili znów kruszył się i znikał w otchłani powietrza. Ten świat przestał istnieć i nawet nie śmiem wyobrażać sobie, co działo się dalej, bo mnie już tam nie było.

niedziela, 8 grudnia 2013

Okruchy wspomnień i refleksji


Najpiękniejsze są niedzielne poranki w rodzinny domu. Gdy człowiek wyrwie się z całego pędu jaki go otacza na co dzień i znów przez chwilę czuje się tak beztrosko dziecinnie. Nie ma nic bardziej wspaniałego niż gwar rodzinnych poranków.

Siedzę w swoim stary pokoju. Wszystko jest tu takie inne i nie chodzi o to, że nie ma już moich rzeczy, ale o to, że nie ma tu już mnie samej. Kiedyś to miejsce było mną w każdym centymetrze, a teraz jest tylko pokojem dla gości. Nie chodzi o to, że czuję tęsknotę, bo tęskni się za czyś, co się utraciło, a nic jakościowo nie utraciłam. Choć ilościowo, to owszem. Przypomniała mi się bowiem moja stara biblioteczka. Był to mebel z lat 50 należący kiedyś do mojego dziadka. Stał w salonie prezentując dumnie kolekcje opasłych dzieł literatury. Do tego salonu nie wolno było wchodzić, bo wszystko w nim było zbyt kruche i zbyt poważne dla dziecka. Owa biblioteczka była dla mnie magicznym symbolem. Dzięki niej zakochałam się bez pamięci w Kierkegaardzie. Pamiętam pierwsze spotkanie z jego filozofią jakby to było przed chwilą, jakby od tamtej właśnie chwili, czas na jednej z płaszczyzn zatrzymał się. Widzę siebie, niedługo przed rozpoczęciem studiów, trzymającą w dłoniach opasły pierwszy tom ALBO, ALBO. Czuję zapach pożółkłych kartek, szaro-niebieskie tło oładki szumi, jak moje zagubione wtenczas myśli. Segreguje książki po zmarłym dziadku. To, czym najbardziej ubarwił moje wspomnienia z dzieciństwa to fakt, że czułam się w domu jak w magicznej bibliotece. W dzieciństwie często zakradałam się do gabinetu, by z biblioteczki wyjmować najładniejsze książki i bawić się nimi. Przez cały okres szczenięcości studiów, w chwilach osamotnienia i zadumy, podchodziłam do tej biblioteczki, dotykałam zakurzonych książek, chłonęłam ten dziwny, zamknięty w nich zapach. Dotyk biblioteczki budził we mnie uczucie spokoju, ciepła rozgrzewającego od wewnątrz - kiedy mówię o nadziei, myślę o wspomnieniach  [S. Kierkegaard, Albo, albo]. Nie wiem tak do końca, co skłoniło mnie do sięgnięcia właśnie po „Albo, albo”, a już tym bardziej do jej otwarcia, gdyż cały rytuał wspominania opierał się zawsze na dotyku. Jednak tym razem dotyk przekroczył swoje granice stając się odkrywaniem. Nigdy nie zapomnę pierwszych słów jakie przeczytałam, brzmią we mnie jak melodia duszy: Czym jest poeta? Nieszczęśliwym człowiekiem, który kryje w swym sercu głębokie cierpienie, a którego wargi tak są uczynione, że kiedy westchnienia i skargi przelewają się przez nie, brzmią jak piękna muzyka [S. Kierkegaard, Albo, albo]. Pamiętam też doskonale pewne zdanie z mojej pracy magisterskiej: To, co piękne, zawsze będzie wypełnione rozpaczą. Zadziwiające, że zgodziłabym się nadal z tym zdaniem, ale już nie napisałabym takiej samej pracy o Kierkegaardzie. Czy tak wiele się zmieniło?  Rozpacz jest jak mgła, która okrywa ludzkie istnienie. Powoduje zagubienie i niemożliwość pójścia dalej, w końcu od gęstości rozpaczy zależy widoczność drogi, którą mamy podążać. Nie jest to jednak sytuacja beznadziejna, w końcu nawet przez mgłę rozpaczy przebija się światło i jeśli będziemy chcieli je dostrzec, to nadzieja rozproszy ją przed nami i użyjmy to, co było przez nią ukryte. Filozofia Kierkegaarda jest zarazem Rozpaczą jak i Nadzieją, mgłą i drogą. Przede wszystkim jest MOŻLIWOŚCIĄ. Bez dokonywania wyboru „albo, albo” utkwimy w miejscu.

Wiecie co stało się z ową starą biblioteczką? Nie było możliwości żeby zabrać ją do nowego mieszkania. Nie mogłam również jej sprzedać, bo była przesiąknięta „egzystencją”. Postąpiłam więc jak Kierkegaard, który chcąc wydobyć głębie przedmiotu musiał zniszczyć ów przedmiot (szkoda, że z Reginą musiało stać się to samo). Biblioteczka został porąbana i spalona. Brutalne? Nie, nie sadzę. W życiu stare formy przechodzą w nowe. Montreal wmusiła spłonąć, bym mogła wrócić do rzeczywistości. Czasem pewne rzeczy są tak głębokimi symbolami, że powinny pozostać w przeszłości, gdy zaczynamy budować przyszłość.

Dziś siedząc w tym samym pokoju i myśląc o biblioteczce, czuję się naprawdę szczęśliwa.








czwartek, 31 października 2013

Happy Halloween :D


Halloween - narobiłam się sałatek, wydrążyłam dynie, nakupiłam słodyczy, wyprasowałam strój i ogirlandowałam dom, więc pora na imprezę. Mam nadzieję, że wy również będziecie się dobrze bawić. W końcu o to właśnie chodzi. Jedni wypełzają zombicznym krokiem w kierunku pubów i ulicznych pochodów, inni zostają w domu, bo tak bezpieczniej. Ja wychodzę z domu, ale do domu :) W końcu stare koleżanki mają okazje popić w kompletnym gronie, a to rzadkość. Oszczędzę szczegółów bo w pewnym wieku to trochę wstyd…  To co się robi w mroku, pozostaje w mroku.


Mam nadzieję, że nie zapomnieliście o strasznej książce z okazji dzisiejszego dnia -   Ja wybrałam dobrą grozę PL, czyli "On"  Łukasz Henel.

Pamiętajcie również  – Trick or treat – mężczyznom też coś się należy ;)  znaczy placki dyniowe... 

Jeśli akurat szukacie ciekawego zajęcia, bo akurat domówki nie macie, to zagrajcie w "Rule of Rose" [PS2] albo zobaczcie klimatyczny horror "Trick or Treat" [2008]. Możecie oczywiście poczytać :) właściwie to byłoby nawet wskazane - a tu macie upiornie wiele możliwości :)


Happy Halloween!








PS: nie pijcie za dużo, jutro będą wam się trząść ręce przy zapalaniu zniczy  ^^