Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alicya. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alicya. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 stycznia 2014

Liryczno-apokalipytczne wspomnienia minionych dni


Rok temu miał nastąpić koniec świata. Nie nastąpił, choć miał być spektakularny. Zapowiadało się ciekawie i liczyłam na coś pomiędzy płonącą i trawiącą wszystko Apokalipsą, poprzez duchowe przeistoczenie się w dniach ciemności, aż po lodową zagładę. Cóż, rozczarowanie, nie można mieć aż tylu atrakcji na raz. Co więc zrobić z życiem jeśli planowało się koniec świata?

Chyba pozostaje żyć. Ale od nowa, tworząc zupełnie inną jakość. Nie składać wszystkiego z rozsypanych kawałków, tylko zostawić za sobą zimny popiół i gdzieś indziej zacząć budować dom od dymu z komina. W końcu Feniks powstaje z popiołów po to, by odfrunąć.

Grecy wierzyli w cykliczność czasu i życia, więc po każdym końcu świata następował początek nowego. Coś o tym wiem. Widziałam jak mój Montreal rozpada się na kawałki, malutkie niczym płatki śniegu, ale to tak naprawdę był popiół, który po chwili znów kruszył się i znikał w otchłani powietrza. Ten świat przestał istnieć i nawet nie śmiem wyobrażać sobie, co działo się dalej, bo mnie już tam nie było.