Oczywiście,
że tak. Każdy to robił, robi i będzie robić :) Pamiętam jak będąc dzieckiem wymyśliłam sobie taką zabawę z piekarnikiem. Otwarłam go i z
drzwiczek zrobiłam sobie stolik. Na tymże stoliku bawiłam się zapałkami: chodziło o to, by jak najdłużej utrzymać palącą się zapałkę. Przerażenie mojego
taty, gdy mnie zobaczył, było z serii MasterCard :)
Zabawy
z ogniem to nie tylko domena dziecinnej naiwności, czy młodzieńczego poczucia
niezniszczalności. Im jesteśmy starsi, tym ogień bardziej nas fascynuje,
tańczy, migocze, kusi. Niewinnie hipnotyzuje nas swoim czerwonym okiem.
Wpatrujemy się w niego bo czujemy, że niby nad nim panujemy, ale tak naprawdę
wystarczy chwila, zła decyzja, a rozpęta się piekło trawiącego żaru.: „(…)
wysoki na sto stup słup ognia, który przetacza się przez Amerykę, zmieniając rzeki w parę, a miasta w dymiące ruiny; hula na zgliszczach farm i unosi w w czarne niebo popioły siedemdziesięciu milionów ludzkich istnień. (...) trzyma w dłoni siłę, zdolną tworzyć i niszczyć; gotować pożywienie, rozświetlać ciemność, topić metal i ranić ludzkie ciało." [R. McCammon "Łabędzi śpiew" , Wyd. Papierowy Księżyc, 2013, s 11]